Znalazłem ją pogrzebaną na głębokości sześciu metrów, trzymającą misi
Rytmiczna wibracja. To nie był osiadający gruz. To nie był wiatr. To było celowe.
— Ktoś tam żyje — wyszeptałem, moje serce waliło o żebra jak uwięziony ptak. — I głęboko.
Rozdział 2: Zejście
Zaczęliśmy kopać tunel. To część pracy, która śni ci się potem po nocach, której nie da się zasymulować na treningu.
Czołgasz się na brzuchu przez otwór ledwie szerszy niż twoje ramiona, z tonami niestabilnego betonu wiszącymi centymetry nad twoją głową.
Właściwie czołgasz się do grobu, by wyciągnąć z niego kogoś innego.