Odmówiłem za pierwszym razem. Z dumy. Ze strachu. Ze zmęczenia.
Potem powiedziała mi coś, czego nigdy nie zapomnę:
— W Rumunii brakuje dobrych lekarzy. Ale brakuje jeszcze bardziej uczciwych lekarzy.
Wsiadłem.
W swoim gabinecie w Bukareszcie położyła mi na stole umowę. Uczciwe wynagrodzenie. Ludzki grafik. Nowy szpital, w małym miasteczku, gdzie ludzie czekali miesiącami na konsultację. Poprosił mnie o jedno: żebym był tą samą osobą, która była w samolocie.
Zgodziłem się.
Minęły dwa lata.