Wyrzucono mnie i poleciałem do domu, do innego miasta

„Panie doktorze, ta pani na pana czeka”.

Jego głos był spokojny, ale władczy. Jakby czas się zatrzymał. Ludzie wokół patrzyli na mnie, a potem na lśniące samochody. Poczułem ucisk w żołądku. Odwróciłem się instynktownie, myśląc, że to pomyłka.

— Która pani? — zapytałem cicho.

Ochroniarz skinął głową w stronę samochodu na środku. Drzwi się otworzyły. Kobieta wysiadła z samolotu.

Nie była już blada. Miała na sobie elegancki płaszcz, drogi szal i buty, które prawdopodobnie kosztowały więcej niż cała moja garderoba. Spojrzała mi prosto w oczy i uśmiechnęła się.