Wyrzucono mnie i poleciałem do domu, do innego miasta

— Uratował mi pan życie — powiedziała wyraźnie. I jeszcze jedno: wiem, kim pan jest.

Drżały mi ręce.

Powiedziała mi, że nazywa się Mariana Ionescu. Właścicielka prywatnej sieci klinik w całym kraju. Że zainwestowała dziesiątki milionów lei w opiekę zdrowotną. Że jej osobisty lekarz powiedział jej już wszystko, łącznie z moim błędem.

— Nie chodziło mi o błąd — kontynuowała. — Ale o to, co zrobiłeś później. Przyznałeś się. Próbowałeś to naprawić. A dziś, kiedy nikt ci już nic nie był winien, rzuciłeś się na pomoc mężczyźnie.

Zaprosiła mnie, żebym wsiadł do jej samochodu.