Mihai spojrzał na mnie. Potem na zlew. Potem na zegar.
— Mamo… trochę za wcześnie.
Cisza.
Florica zebrała płaszcz.
— Chodź, Mariano — powiedziała chłodno. — Wygląda na to, że nie jesteśmy już mile widziani.
Wyszli. Drzwi się zamknęły.
W kuchni panowała cisza.
Mihai wziął mnie w ramiona.
— Byłaś odważna.
Uśmiechnęłam się. Na zewnątrz lekko padał śnieg. Właśnie zaczynał się nowy rok. I po raz pierwszy poczułam, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam być.