— Wszystkie moje pieniądze są moje, a twoje są twoje — zaryczał mąż, n
Dima był tam tylko nominalnym kierownikiem, który podpisywał się pod moimi raportami i ładnie je prezentował na spotkaniach.
— Bierzesz samochód? — mój głos zabrzmiał głucho, jakby spod wody.
— Ale… mówiłeś, że trzeba oszczędzać. Że nasza „poduszka finansowa” jest jeszcze za cienka.
Oderwał wzrok od katalogu i spojrzał na mnie z szczerą konsternacją, jakbym powiedziała jakąś głupotę.
— Aniu, znowu mylisz. „Nasze” to wtedy, kiedy chodzi o twoje wydatki.
Nie proszę cię o pieniądze, prawda? Ja zarabiam, ja wydaję. To motywacja, rozumiesz?
Motywacja. Mężczyzna musi rosnąć, dążyć. A ty go spowalniasz swoimi drobnymi, codziennymi problemami.
Często używał tego zabiegu — „ty mnie spowalniasz”. Każda moja prośba lub próba omówienia wspólnych planów napotykała na tę ścianę.
Ja, ze swoimi problemami, przeszkadzałam w jego wielkich dokonaniach.
— Po prostu staram się być praktyczna — zrobiłam jeszcze jedną, ostatnią próbę.
— Może najpierw rozwiążemy sprawę mieszkania? Zaczniemy odkładać na kredyt hipoteczny? Razem.
Dima się roześmiał. Ten sam śmiech, co w ciągu dnia. Głośny, pewny siebie, poniżający.