I wszystko zorganizował.
Gdy goście zaczęli szemrać, Bruno podszedł prosto do panny młodej i posłusznie usiadł obok niej, patrząc na nią swoimi wielkimi, wilgotnymi oczami.
Panna młoda pochyliła się, jej ręce drżały, i wzięła go w ramiona.
Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, ale tym razem nie ze strachu.
— Znalazłaś go… — wyszeptała, patrząc na Radu.
Uśmiechnął się, wciąż blady od wzruszenia.
— Szukałam go każdego dnia. Chciałam go dziś do ciebie przyprowadzić. Niech będzie częścią rodziny… oficjalnie.
Goście wybuchnęli brawami.
Napięcie stopniało w jednej chwili, niczym lód na słońcu.
Ciotka w pierwszym rzędzie wybuchnęła serdecznym śmiechem. Druhny ocierały łzy. Nawet urzędnik stanu cywilnego zdjął okulary, podekscytowany.
— Chyba mamy kolejnego świadka — powiedział żartobliwie.