Sala rozbrzmiała śmiechem.
Bruno warknął krótko, jakby potwierdzając.
Panna młoda spojrzała na Radu inaczej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie tylko jak na mężczyznę, z którym miała związać swoje życie. Ale jak na mężczyznę, który zrozumiał, że miłość to nie tylko kwiaty, zdjęcia i przyjęcia.
To pamięć o tym, co boli.
I naprawa.
— Czy mówisz „tak”? — zapytał oficer, wznawiając ceremonię.
— Tak — odpowiedziała bez wahania.
— Tak — powiedział również Radu, ściskając jej dłoń.
Bruno warknął ponownie, wywołując śmiech.
Na zewnątrz zaczęły dzwonić dzwony pobliskiego kościoła. Słońce wpadało przez duże okna salonu, oświetlając suknię, łzy i uśmiechy.
To, co zaczęło się od strachu, przerodziło się w moment, którego nikt nigdy nie zapomni.
Nie dlatego, że suknia się poruszyła.
Ale dlatego, że pośrodku zatłoczonej sali miłość objawiła się w swojej najprostszej postaci.
Troska.
I panna młoda wiedziała w tym momencie, że dokonała właściwego wyboru.