„WĄŻ TATUSIA JEST NAPRAWDĘ DUŻY, BOLI!”

*Emily, jeśli chmury zrobią się zbyt gęste, znajdź panią policjantkę o dobrych oczach. Pomogła tamtemu chłopcu w parku.

Powiedz jej, że mamusia się zgubiła, ale próbuje wrócić do domu. Kocham cię, słoneczko.*

Zadzwonił telefon Maggie. To była pielęgniarka. — Sierżant Doyle. Właśnie zadzwonili z dworca autobusowego.

Znaleźli zdezorientowaną kobietę pasującą do opisu Catherine Mitchell. Pyta o córkę.

Jej emerytura musiała poczekać.

Na szpitalnym spotkaniu przepracowana pracownica socjalna, Diane, przeglądała akta.

— Mamy dwa wcześniejsze zgłoszenia z tej rodziny ze szkoły — powiedziała. — Wstępne śledztwo uznano za niskiego priorytetu. W notatkach: „Matka wydaje się radzić sobie. Dziecko nie wykazuje oznak przemocy.” Nie przeprowadzono wizyt kontrolnych.

— Czyli system wiedział, że ta rodzina tonie, i nic nie zrobił — powiedziała Maggie z napiętym głosem.

— Według naszych wskaźników nie było bezpośredniego zagrożenia — odparła Diane obronnie.

— Wskaźniki nie mierzą matki, która powoli się topi — wtrąciła pielęgniarka.