Kiedy odłożyła słuchawkę, Elena zamarła na kilka sekund.
Choinka za nią błyszczała. Dzieci spały. Na zewnątrz cicho padał śnieg, jak na pocztówce.
W środku jednak rozgorzała wojna.
Pierwszy krok został zrobiony miesiące wcześniej, w ciszy. Elena nie krzyczała. Nie stawiła mu czoła. Nauczyła się milczeć i obserwować. Każdy dziwny przelew. Każdą „inwestycję”, o której Andriej mówił mgliście. Każdy lei, który zniknął ze wspólnego konta.
Pewnego dnia zadzwoniła do księgowego. Potem do kolejnego. Poważni ludzie, z grubymi teczkami i zmęczonymi twarzami. Kiedy skończyli obliczenia, prawda była jasna: ponad 800 000 lei zostało skradzionych kawałek po kawałku.