W dniu moich urodzin zaprosiłem wszystkich najbliższych przyjaciół, al

Umówiliśmy się, że spotkamy się u mnie o szóstej.

Cały dzień spędziłem na nogach — kupowałem świeże produkty, marynowałem mięso, gotowałem zupę, piekłem ciasto, nakrywałem pięknie do stołu.

Wszystko wyglądało idealnie: świece, muzyka, kieliszki, serwetki, zastawa.

Było nawet lekkie podekscytowanie, przyjemne jak przed pierwszą randką.

Dokładnie o szóstej stałem już przy oknie, spoglądając na drogę.

Cisza.

Nikogo.

„Spóźniają się” — pomyślałem, nalewając sobie kieliszek wina.

Wiedziałem, że niektórzy z nich często się spóźniają.

To normalne.