— Jak on się nazywa? Twój brat… — zapytała cicho.
— Vlad.
— Niech Bóg da mu zdrowie.
Chłopiec uśmiechnął się po raz pierwszy.
Kiedy przyjechała karetka, dwóch ratowników medycznych szybko wsiadło do środka. Pomogli mu wysiąść. Zanim wysiadł, odwrócił się na chwilę.
Spojrzenia w autobusie nie były już pełne wyrzutu.
Byli pełni szacunku.
Matka przyciągnęła dzieci bliżej. Na zaparowanej szybie jedno z nich narysowało palcem serduszko.
Autobus ruszył dalej, ale nikt nie rozmawiał o cenach ani o pogodzie.
Wszyscy pogrążyli się we własnych myślach.