W tej sekundzie cały hałas z ich lotniska zdawał się dochodzić z innego świata. Stałam w kuchni, wśród odłamków, z bandażem ciasno owiniętym wokół głowy i ciszą, która nie przypominała już strachu, lecz wyzwolenie.
Nie nacisnęłam numeru ośrodka. Nacisnęłam „rozłącz”.
Telefon na chwilę zamilkł. Potem znowu zaczął wibrować – powiadomienia, połączenia, długie, oskarżycielskie wiadomości. Wpatrywałam się w nie jak w drzwi zamknięte na zawsze.
Nie odebrałam.