— U Maszeńki są urodziny! — zaśpiewał słodki głos teściowej.
Telefon w kieszeni milczał.
Widocznie Walentina Pietrowna była pewna, że synowa siedzi nad sałatkami.
Dzień minął niepostrzeżenie.
Kąpali się w jeziorze, grillowali szaszłyki, grali w siatkówkę.
German, początkowo spięty, stopniowo się rozluźnił i nawet zaczął żartować.
— Wiesz, — powiedział żonie, gdy siedzieli na pomoście, — pierwszy raz od dawna czuję się wolny.
— Od czego?
— Od potrzeby spełniania oczekiwań mamy.
— Całe życie stawiała mi za wzór siostrę.
— „Masha prymuska, a ty trójkowy”.
— „Masha poszła na studia, a ty do technikum”.
— „Masha ma prestiżową pracę, a ty kim jesteś?”
Raisa ścisnęła dłoń męża:
— Jesteś wspaniałym człowiekiem.
— I świetnym mężem.
— To, że twoja mama tego nie widzi, to jej problem.
O wpół do siódmej telefon Raisy eksplodował od połączeń.
Walentina Pietrowna dzwoniła co dwie minuty.
Raisa spokojnie odrzucała połączenia.
— Może odbierzesz? — zaproponował German.