— Nie masz pojęcia, z kim zadzierasz!
Lidia patrzyła na nich.
— Tak. Z tchórzami atakującymi samotną kobietę.
Po kilku minutach zawyła syrena. Tym razem to nie była ona.
Policja znalazła całą trójkę na ziemi, brudną, mokrą i znacznie mniej odważną niż dziesięć minut wcześniej.
Funkcjonariusz spojrzał na Lidię i zapytał:
— Wszystko w porządku?
Skinęła głową.
Dopiero wtedy poczuła, jak lekko drżą jej ręce. Wyładowanie.
Po złożeniu zeznań i formalnościach pozostała przez chwilę sama na ławce. Słońce wzeszło wyżej, oświetlając alejkę, która jeszcze niedawno wydawała się niebezpiecznym miejscem.
Podkuliła ogon i lekko się uśmiechnęła.
Nie dlatego, że ich pokonała.
Ale dlatego, że nie uciekła.
Tego samego dnia historia dotarła do lokalnych grup w Bukareszcie. Ludzie, którzy ją przeczytali, zaczęli mówić o kursach samoobrony dla dziewcząt, żon, córek.
Matka napisała do niej: „Dzięki pani zapisałam córkę na karate”.