„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp
— Nie kłam! — syknął, zbliżając się do niej tak, że oparła się plecami o kolumnę. — Szukałem tego dwadzieścia trzy lata. Skąd to masz? Mów!
W jego głosie było coś więcej niż oskarżenie — brzmiał jak człowiek, który trzyma się ostatniej nitki nadziei.
Do nich dopadł kierownik lokalu, pan Vargas, cały czerwony z nerwów.
— Panie Cruz, przepraszam… — zaczął, wchodząc między nich z uniesionymi rękami. — Ona jest nowa. Jeśli coś wzięła, natychmiast ją zwolnimy. Ivet, jesteś zwolniona! Wynoś się, zanim wezwę policję!
Vargas chwycił ją brutalnie za ramię, chcąc odciągnąć w stronę zaplecza. Ivet syknęła z bólu, ale w tej samej chwili czyjaś dłoń zacisnęła się na nadgarstku kierownika.
To był Sebastián.
— Puść ją — powiedział cicho, ale tak, że temperatura w pomieszczeniu jakby spadła. — Jeszcze raz jej dotkniesz, a jutro zamykasz ten lokal.
Vargas natychmiast odpuścił, drżąc.
— Ale… panie… ona ma pański medalik…
— Milczeć. I odejść — uciął Sebastián, nawet na niego nie patrząc.