„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp
Nie zdążyli nawet w pełni przyjąć tej prawdy, bo sytuacja zrobiła się niebezpieczna. Cárdenas przez radio krzyczał, że teren się „zamyka”. Uciekli starą drogą techniczną, potem przez kanał aż do rzeki. W pewnym momencie zdołali wymknąć się pościgowi, a stara furgonetka Eliasa — jakimś cudem — odpaliła.
Kiedy w końcu zatrzymali się z dymiącym silnikiem, Sebastián spojrzał na Ivet tak, jakby chciał ją ochronić samym wzrokiem.
— To się dziś nie kończy — powiedział. — Ale nie jesteś już sama.
Noc spędzili w opuszczonym gospodarstwie. Tam odkryli ostatni szczegół układanki: w kurtce Eliasa ktoś ukrył lokalizator. To znaczyło, że byli śledzeni od dawna, a ktoś czekał na idealny moment, by domknąć sprawę.
Otoczyli ich.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Sebastián wyszedł z uniesionymi dłońmi i zawołał sprawcę po imieniu.
— Arturo Salcedo! Wiem, że to ty!
Arturo wyszedł w światła reflektorów, elegancki nawet w błocie, z bronią w ręku i uśmiechem, który brzmiał jak chłodna kalkulacja.
— Biznes, Sebastián — powiedział spokojnie. — Śmierć twojej żony zostawiła mi imperium bez dziedziczki. A teraz przyprowadzasz mi problem na własnych nogach.
— Ona nic nie wie — odparł Sebastián. — Zostaw ją. Weź mnie.