„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” – krzyknął magnat, ale odpowiedź sp
Gdy wychodzili z domu opieki, w pobliżu rozległ się trzask tłuczonej szyby. Ktoś wrzucił kamień z kolejną karteczką: „Przestańcie grzebać.”
Tego samego popołudnia pojechali do silosu.
Na miejscu poczuli, że zostali uprzedzeni. Kilka samochodów bez tablic stało w pobliżu. Atmosfera zrobiła się duszna, a ludzie w cieniu zachowywali się jak ci, którzy przyszli po swoje.
Zamiast opisywać groźne szczegóły, Ivet zapamiętała jedno: w tamtych minutach wszystko sprowadzało się do ucieczki i ochrony siebie nawzajem.
Sebastián trzymał ją blisko, prowadząc przez ciemne korytarze, gdzie pod nogami chlupotała woda.
— Nie zgubię cię drugi raz — powiedział szorstko.
W wieży silosu znaleźli Eliasa: starego, z siwą brodą i chorą nogą, z oczami pełnymi winy. Gdy zobaczył Ivet, opuścił broń, jakby ciężar lat spadł mu z rąk.
— Masz jej oczy… — zaszlochał. — Ona urodziła w chacie. Ledwo trzymała się życia, ale walczyła do końca. Kazała mi przysiąc, że cię ukryję. Mówiła, że jeśli „oni” dowiedzą się, że żyjesz… wrócą.
— Kto? — zapytał Sebastián.
Elías zadrżał.
— Czarne auta… bez tablic. Śmiali się. To nie był wypadek. Ktoś to zaplanował.