Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść
— „Zabierać” — jakie to obrzydliwe słowo. — skrzywiła się Ałła Siergiejewna.
— My się zamieniamy.
Rodzinna zamiana.
I w ogóle, ty wchodzisz do naszej rodziny.
U nas wszystko jest wspólne.
Fiodor zgodził się, że tak będzie sprawiedliwie.
— Fiodor… się zgodził. — Lidia znieruchomiała.
Świat wokół zachwiał się.
Fiodor, jej łagodny, inteligencki Fiodor, który bał się urazić kelnera w kawiarni, zgodził się na to szaleństwo.
— Oczywiście. — oznajmiła triumfalnie Ałła Siergiejewna.
— To syn, rozumie obowiązek wobec rodziców.
Wychowaliśmy go, wykarmiliśmy, daliśmy wykształcenie.
Teraz jego kolej, by się o nas troszczyć.
A ty, Lida, masz rozumieć: żona niech boi się męża i szanuje jego rodziców.
Więc przestań histeryzować i pomóż mi ułożyć serwis.
Próbowała znów sięgnąć po wazon, ale Lidia pociągnęła go do siebie.
Szkło zadźwięczało.
— Powiedziałam: NIE.
Teraz zbieracie swoje pudła i wychodzicie.
Albo zadzwonię… — urwała, przypominając sobie, że nie chce wchodzić w kontakt z organami ścigania.
— Po prostu wyrzucę was siłą.
— Siłą.