Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść

— Co ci jest, dziecko.

Nerwy przed ślubem.

Rozumiem.

Ale ty się nie martw, my wszystko zrobimy.

Wam z Fiedią zostanie tylko zabrać walizki.

Klucze do naszego mieszkania zostawiłam na komodzie.

Tylko kran w łazience trochę cieknie, ale Fiodor ma złote ręce, naprawi.

— Ja się nie przeprowadzam do waszego mieszkania, — powiedziała Lidia wyraźnie, dzieląc każde słowo.

— To jest moja własność.

Nie macie prawa tu przebywać bez mojego pozwolenia.

Wynoście się.

Borys Ignatjewicz, dotąd krzątający się przy pudle, wyprostował się.

Jego dobroduszna twarz nagle nabrała wyrazu obrażonego pana.

— Jak ty z matką rozmawiasz. — burknął.

— My się dla was staramy.

Mamy więcej życiowego doświadczenia.

Młodym dobrze zaczynać od małego, żeby cenić to, co się dorobią.

A my już swoje odrobiliśmy, nam potrzebny komfort.

Trzy pokoje, dwie łazienki — to akurat dla nas.

Nogi mnie bolą, potrzebuję przestrzeni, żeby chodzić.

A tam, w tej chruszczowce, korytarz wąski.

— To nie powód, żeby zabierać mi dom. — Lidia poczuła, jak w środku zaczyna się nakręcać ciasna sprężyna.