Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść
Lidia zamrugała.
Raz, drugi.
Sens tych słów docierał do niej powoli, jakby przebijał się przez watę.
Oni postanowili.
Oni już pakują jej rzeczy.
W jej mieszkaniu.
Tym, które podarowali jej rodzice, latami pracujący na Północy, by zapewnić jedynej córce godną przyszłość.
— Wy… wy żartujecie. — wydusiła.
— Jakie żarty, kochana. — Ałła Siergiejewna podeszła bliżej i bezceremonialnie odsunąwszy Lidię ramieniem, wzięła ze stołu kryształowy wazon.
— To nam nie pasuje, za bardzo modern.
Borys, włóż to do pudła „Na działkę”.
A Lidoczce zapakujemy ten serwis z gęsiami — do „dwójki” będzie idealny.
To nie był sen.
To było bezczelne, beznadziejne wtargnięcie, od którego brakowało tchu.
Część 2. Królestwo absurdu i chciwości.
Lidia patrzyła, jak teściowa owija jej ulubiony wazon, przywieziony z Włoch, w szorstki szary papier.
Ruchy Ałły Siergiejewny były pewne, gospodarskie.
Ona już w myślach poustawiała tu swoje meble, powiesiła swoje zasłony, wytępiła ducha Lidii z tych ścian.
— Stać. — Lidia podeszła do stołu i położyła dłoń na ręce kobiety.
— NATYCHMIAST odłóżcie wszystko na miejsce.
Ałła Siergiejewna uniosła zdziwione brwi, ale nie wypuściła wazonu.