Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść
Na jej twarzy nie pojawił się nawet cień zakłopotania ani ślad niezręczności.
Przeciwnie — rozpłynęła się w pobłażliwym uśmiechu, jak gospodyni witająca niedbałą służącą.
— O, Lidoczka.
Myśleliśmy, że przyjdziesz trochę później.
Ale nic, wchodź, nie krępuj się.
My tu już prawie skończyliśmy sortowanie. — махnęła ręką w stronę otwartej szafy wnękowej, z której w stertę zrzucono sukienki Lidii.
— Sortowanie. — powtórzyła Lidia, czując, jak lodowata igła strachu kłuje ją gdzieś pod żebrami.
— Po co wyjęliście moje rzeczy.
Skąd macie klucze.
Borys Ignatjewicz otarł czoło chustką w kratę i dobrotliwie warknął:
— No czego się tak denerwujesz, córciu.
Fiedka dał klucze, żeby zrobić duplikat.
Postanowiliśmy zrobić wam niespodziankę.
Pomóc z przeprowadzką.
— Z jaką przeprowadzką. — Lidia zrobiła krok w stronę swojej szafy, patrząc na rzeczy zrzucone w kupę jak szmaty na pchlim targu.
— Jak to z jaką. — Ałła Siergiejewna rozłożyła ręce, jakby tłumaczyła oczywistość małemu dziecku.
— Naradziliśmy się z ojcem i uznaliśmy, że młodej rodzinie nie wypada zaczynać życia od takiego… zbytku.
Trzy pokoje.
To ile sprzątania, ile rachunków.
A nam, starym, potrzeba spokoju, przestrzeni.
Więc postanowiliśmy: my wprowadzamy się tutaj, a ty z Fiodorem — do naszej dwójki.
Jest przytulna, urządzona, „z historią”.
Wam tam będzie lepiej.