Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść
Przekonani, że na zawsze wprowadzą się do „bogatej” synowej, podpisali umowę zamiany z dopłatą z jakimś sprytnym pośrednikiem.
Planowali dostać sporą sumę gotówki do ręki i „pożyć pięknie” w mieszkaniu Lidii.
Swoje mieszkanie oddali w zamian za malutką kawalerkę w niedokończonym budynku i solidny plik banknotów.
Kalkulacja była prosta: oni będą mieszkać u Lidii, a tę kawalerkę (gdy ją dokończą) wynajmą albo sprzedadzą.
Pieniądze chcieli wydawać na sanatoria i taksówki.
Ale kiedy Fiodor ich wyrzucił i wrócili do swojej „przytulnej dwójki”, okazało się, że prawnie już do nich nie należy.
Termin wyprowadzki zbliżał się do końca.
Nowi właściciele — ludzie poważni, nie skłonni do sentymentów — grzecznie, ale stanowczo poprosili o opuszczenie lokalu.
Pieniądze z transakcji „efektywni menedżerowie” rodzinnego budżetu zdążyli ulokować w jakiejś piramidzie finansowej obiecującej 300% rocznie, chcąc pomnożyć kapitał przed „nowym życiem”.
Piramida runęła tydzień po ich wpłacie.
Teraz rodzice Fiodora mieszkali w wynajętej daczy bez ogrzewania u dalekiej krewnej, która znosiła ich tylko z litości, i to tymczasowo.
— Czego oni chcieli. — zapytała Lidia, odkładając ołówek.
— Pieniędzy.
I proszą, żeby ich przyjąć.
Mówią, że w domku na działce przecieka dach, — Fiodor mieszał sałatkę.
— I co ty o tym myślisz.
Fiodor odwrócił się do żony.
W jego oczach nie było litości, tylko determinacja człowieka, który raz odciął gangrenę, żeby przeżyć.
— Myślę, że każdy dostaje to, na co zasłużył.
Chcieli odebrać nam dom.
Teraz sami nie mają swojego.