Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść

Lidia, ciężko oddychając, opadła w fotel.

Wciąż ściskała w dłoni brązowego konia, gotowa do kolejnego rzutu.

Ale nie było to potrzebne.

Widząc determinację syna, graniczącą z nienawiścią, rodzice zrozumieli: gra skończona.

Mrucząc przekleństwa, nazywając Lidię „wiedźmą”, a syna „pantoflarzem”, porwali swoje torby.

— Przeklinamy was. — krzyknęła Ałła Siergiejewna już z przedpokoju.

— Moja noga tu nie postanie.

— Świetny pomysł. — odkrzyknął Fiodor i z trzaskiem zatrzasnął za nimi drzwi.

Część 5. Echo rozbitych nadziei.

Minęły trzy miesiące.

W mieszkaniu Lidii i Fiodora panował idealny porządek.

Pobrali się cicho, bez pompy, wydając pieniądze odłożone na wesele na podróż i wymianę zamków.

Lidia siedziała przy stole kreślarskim, pracując nad projektem renowacji starego dworku.

Fiodor przygotowywał kolację.

Zapach pieczonej ryby wypełniał kuchnię.

Dzwonek telefonu rozerwał przytulną ciszę.

Fiodor spojrzał na ekran, twarz mu pociemniała, ale odrzucił połączenie.

— Znowu oni. — zapytała Lidia, nie odrywając się od rysunku.

— Tak, — odpowiedział krótko mąż.

Historia „zamiany” doczekała się dla rodziców nieoczekiwanego i tragicznego ciągu dalszego.

W swojej chciwości i pewności sukcesu Ałła Siergiejewna i Borys Ignatjewicz naprawdę rozpoczęli proces zbycia swojego starego mieszkania.

Ale nie sprzedaży.