Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść

— Fiedia.

Pozwalasz jej… — zaczęła Ałła Siergiejewna.

— KLUCZE. — krzyknął Fiodor tak, że matka podskoczyła.

Wyrwał jej z rąk pęk kluczy do mieszkania Lidii.

Potem podszedł do ojca, wyrwał mu pudełko z rzeczami Lidii i wysypał zawartość prosto na kanapę.

Puste pudełko rzucił rodzicom pod nogi.

— Zbierajcie, — rozkazał.

— Co zbierać. — nie zrozumiał Borys Ignatjewicz.

— Swoje gówno.

Swoje szmaty, słoiki, swoje obłędne pomysły.

Macie pięć minut.

Jeśli za pięć minut będziecie tu jeszcze, spuszczę was ze schodów.

I mam gdzieś, że jesteście moimi rodzicami.

Zdradziliście mnie.

Upokorzyliście moją kobietę.

— Jak śmiesz. — zawyła matka.

— My dla ciebie…

— Dla mnie. — Fiodor uśmiechnął się gorzko.

— Dla siebie.

Zawsze tylko dla siebie.

Myśleliście, że przemilczę.

Myśleliście, że Lidia się ugnie.

Pomyłka.

WON stąd.