Synowa wróciła do swojego mieszkania, a tam przyszła teściowa i teść

Lidia podeszła do męża i objęła go od tyłu.

Pamiętała tamten dzień, swój gniew.

Właśnie wtedy, w chwili histerii i chaosu, stali się prawdziwą rodziną.

Nie uległość ich ocaliła, tylko zęby, które pokazali.

— Masz rację, — powiedziała.

— Niech uczą się żyć z emerytury.

W końcu sami chcieli „zaczynać od małego, żeby cenić dorobek”.

Ich marzenie się spełniło.

Gdzieś daleko, w zimnym osiedlu dacz, Ałła Siergiejewna próbowała rozpalić mokre drewno w piecu, przeklinając synową, syna i cały świat, nie rozumiejąc, że zapałkę do tego ogniska własnego nieszczęścia wrzuciła ona sama.

Next »
Next »