Wieś, w której czas płynął powoli, nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś tak niezwykłego. Ziemia nad brzegiem rzeki drżała, gdy stary traktor wykopał coś twardego. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak kawałek metalu pokryty rdzą, ale kiedy rolnik wyjął znalezisko, okazało się, że jest to ogromna, stara skrzynia, zanurzona w błocie, z popękaną, lecz wciąż solidną kłódką. Serce mężczyzny zabiło szybciej. Wieść rozeszła się błyskawicznie — mieszkańcy tłumnie przybyli, ciekawi, co skrywa ziemia ich wioski.
Deszcz padał, a wiatr smagał twarze, lecz ludzie zapomnieli o chłodzie. Skrzynia była ciężka jak kamień, dwóch silnych mężczyzn ledwie mogło ją podnieść na starym wózku. Ostrożnie, niemal z nabożeństwem, przewieźli ją do domu wójta, gdzie miała zostać otwarta. Wszyscy wstrzymywali oddech, patrząc, jak rdzawe łańcuchy drżą pod naciskiem. W chwili, gdy wójt uniósł wieko, z wnętrza buchnął zapach wilgoci i ziemi.