— Andriej?… Paul?…
Nie zdążyła nic powiedzieć. Złapali ją za wątłe ramiona i przycisnęli do piersi.
Maria płakała cicho. Tylko łzy spływały jej po twarzy.
Sąsiadka z naprzeciwka patrzyła z dłonią na ustach.
— Przyszliśmy dotrzymać obietnicy, mamo — powiedział Paul.
— Jakiej obietnicy? — wyszeptała.
— Że wsiądziesz pierwsza do naszego samolotu.
Maria pokręciła głową.
— Ja? Gdzie mam iść, mamo? Mam kurczaki do nakarmienia…
Andriej się roześmiał.