Sprzedał wszystko, żeby opłacić szkołę swoim dzieciom

Zostawiła miotłę opartą o płot i wytarła ręce o fartuch.

Nie czekała na nikogo.

Kiedy go otworzyła, była zdyszana.

Przed nią stali dwaj wysocy mężczyźni w nienagannych mundurach pilotów. Białe koszule, złote epolety, czapka prosto pod pachą.

Przez chwilę ich nie poznawała.

Potem jeden z nich uśmiechnął się dokładnie tak, jak wtedy, gdy był dzieckiem i wracał brudny po zabawie.

— Mamo…

Miotła upadła na beton.