On wędrował bez celu, nie wchodził do metra ani na przystanek. Po dwudziestu minutach usiadł na ławce w parku, patrząc w telefon, westchnął głęboko i siedział godzinę. Potem wstał i powoli ruszył dalej.
Anna wróciła do domu z ciężkim sercem. Tego wieczoru Igor wrócił „z pracy”, zjadł zupę, pochwalił ją, bawił się z Sashą. Wyglądał jak dawniej, poza pustymi oczami.
Gdy dzieci spały, Anna zebrała odwagę:
— „Igor, gdzie naprawdę chodzisz w ciągu dnia?”
— „Do pracy, jak myślisz,” — odpowiedział, nie odwracając się.
— „Widziałam cię w parku na Via Tiglio.”
Odwrócił się powoli, twarz wyrażała strach i ulgę:
— „Nie chciałem cię martwić,” — wyszeptał, uderzając pięścią w ścianę. — „Nie wiedziałem, jak powiedzieć…”
— „Co?”