Weszłam do holu z wyprostowanymi plecami, jakby ta dłoń nigdy nie istniała. Każdy krok walił mi w piersi jak bęben wojenny.
Andriej wciąż się uśmiechał. Głupim uśmiechem, pewnym siebie. Myślał, że wróciłam, żeby znów dać się upokorzyć.
Nacisnęłam przycisk w telefonie.
Na dużych ekranach w holu, tych, na których pokazywano zdjęcia luksusowych pokoi i eleganckich stołów, obraz nagle się zmienił.
Stoły. Kwoty. Przelewy. Lata kradzieży.