Prosta reżyserka zostaje uderzona przez menedżera w swoim hotelu

Śmiech ucichł.

— Co to ma być? — mruknął Andriej, tracąc kolor na policzkach.

— Prawda — powiedziałam spokojnie. — I to dopiero początek.

Nacisnęłam kolejny przycisk. Pojawiły się wiadomości. Słowo po słowie. O moim mężu. O mnie. O tym, jak bardzo uważają mnie za głupią i łatwą do manipulowania.

Po holu przeszedł szmer. Goście przestali nagrywać. Pracownicy spojrzeli na siebie bladzi.

— Proszę pani — wyjąkała recepcjonistka — ja… nie wiedziałam…

— Wiem — powiedziałam. I w tym problem.

Podniosłam głos, ale nie krzyczałam. Nie było potrzeby.

— Nazywam się Ana Popescu. Jestem właścicielką tego hotelu. I całej sieci.

To było jak przecięcie powietrza nożem.