Andriej cofnął się o krok. Potem o kolejny.
— To jakiś żart… — spróbował.
Drzwi obrotowe się otworzyły. Weszło dwóch policjantów, a za nimi dwóch kolejnych po cywilnemu.
— Panie Andriej Ionescu? Jest pan aresztowany za defraudację, nadużycie i napaść.
Andriej padł na kolana. Dosłownie.
Ale nie spojrzałam na niego.
Odwróciłam się do personelu.
— W ostatnich latach zapomnieliście, co to znaczy szacunek. Śmialiście się, gdy ktoś upokarzał człowieka. Zamykałaś oczy, gdy ktoś został stratowany.
Zrobiłam sobie krótką przerwę.
— Dziś zwalniają cały zarząd. Bez wyjątku.