— i świat ucichł. Nawet liście na drzewach zdawały się nie drgnąć.
Komisarz Ionescu zbliżał się powoli, każdy jego krok odbijał się echem od asfaltu niczym odgłos młotka. Jego twarz była spokojna, ale spojrzenie — zimne, ostre. „Co my tu mamy?” zapytał, patrząc prosto na policjanta z latarką.
Młody mężczyzna mrugał często, nie wiedząc, co powiedzieć. Drugi, starszy mężczyzna, odchrząknął. „Panie komisarzu… Zauważyłem w okolicy podejrzany samochód i…”
„Podejrzany?” „Tak, proszę pana, był zaparkowany… To znaczy jechał powoli i…”
„Jechał powoli do domu, po wieczorze charytatywnym. Z moją żoną za kierownicą.”