Nikt inny nie mógł się o tym dowiedzieć.
Prawda zaczęła do mnie docierać, powoli, ale wyraźnie. Ktoś ją zabrał. Potem, z jakiegoś nieznanego nam powodu, porzucił ją. A błąd, a może pochopne kłamstwo, powiedziało naszym rodzicom, że ona już nie żyje.
Sześćdziesiąt osiem lat milczenia.
Sześćdziesiąt osiem lat bezimiennej tęsknoty.
Trzymaliśmy się za ręce. Dwie kobiety po siedemdziesiątce, płaczące jak małe dziewczynki.
W kolejnych dniach zrobiliśmy testy DNA. Rozmawialiśmy całą noc. O moim dzieciństwie. O jej latach spędzonych w ośrodkach, o tym, jak ciężko pracowała, jak oszczędzała pieniądze lew po lwie, jak otworzyła kawiarnię dzięki małej pożyczce i wielkiej odwadze.
To nie było łatwe życie.