Moja matka powoli, niespiesznie, podeszła do tylnej ławki, nie patrząc na nikogo konkretnego. Ale jej obecność ciążyła na sali sądowej niczym nadciągająca burza. Znałam ją aż za dobrze. Kiedy moja matka wchodziła do sali z jasno określonym celem, nic nigdy nie pozostawało takie samo.
Sędzia odchrząknął.
„Proszę pani… proszę usiąść”.