Po śmierci mojego męża wyrzuciłam jego pasierba z mojego domu — dekadę
Gdzie był?
Czy wciąż żyje?
Ale czas zaciera nawet ciekawość.
Dziecko w wieku 12 lat, samo na świecie — dokąd mogło pójść?
Nie wiedziałem.
Nie obchodziło mnie to.
Nawet mówiłem sobie:
„Jeśli umarł, może to i lepiej.
Przynajmniej już nie cierpiał.”
Dziesięć lat później.
Otrzymałem telefon z nieznanego numeru.
„Dzień dobry, panie Rajesh?
Czy mógłby pan wziąć udział w otwarciu Galerii TPA przy ulicy MG w tę sobotę?
Ktoś naprawdę chce pana tam zobaczyć.”
Miałem odłożyć słuchawkę — ale następne słowa mnie sparaliżowały:
„Nie chce pan wiedzieć, co stało się z Arjunem?”
Moja klatka piersiowa się ściśnięła.
To imię — Arjun — nie słyszałem od dziesięciu lat.