Po śmierci mojego męża wyrzuciłam jego pasierba z mojego domu — dekadę

Nie było już nikogo, kto trzymałby mnie przy chłopcu.

Arjun zawsze był cichy, zdystansowany, pełen szacunku.

Może w głębi duszy wiedział — że nigdy go naprawdę nie kochałem.

Miesiąc po pogrzebie w końcu mu powiedziałem:

„Idź. Nie obchodzi mnie, czy żyjesz, czy umierasz.”

Oczekiwałem, że będzie płakał.

Że będzie błagał.

Ale nie zrobił tego.

Odszedł.

A ja nic nie poczułem.

Sprzedałem dom i się wyprowadziłem.

Życie toczyło się dalej.

Biznes prosperował.

Poznałem inną kobietę — bez zobowiązań, bez dzieci.

Przez kilka lat czasem myślałem o Arjunie.

Nie z troski — tylko z ciekawości.