— Nie na sprzedaż — powiedziała stanowczo. — Ani dziś, ani jutro.
Radu roześmiał się, lecz śmiech ustał, gdy Lia wyjęła z torby akt własności, pełnomocnictwo i drobne oszczędności. Kilka drobnych rat, spłacanych regularnie, pewna ręka.
— Jestem tu partnerką — kontynuowała. — Legalnie.
Radu odszedł mrucząc pod nosem. Cisza powróciła, ciężka, lecz czysta.
Nocą Jakub nie zmrużył oka. Spacerował między stajniami, rozmawiał ze zwierzętami, liczył gwiazdy. Rano znalazł Liię o wschodzie słońca, rękawy podwinięte, pomagając przy dojeniu krów. Naturalnie, bez zdjęć i pozorów.
Dni mijały. Ludzie wioski plotkowali, lecz słowa ginęły, gdy widzieli uczciwą pracę i szczere spojrzenia. Jakub zrozumiał, że miłość nie jest obowiązkiem ani winą. To wybór dokonywany czystym umysłem i całym sercem.
Pewnej niedzieli, po mszy, na tym samym ganku Jakub wziął głęboki oddech.