Usiedli przy starej kuchennej ławie. Filiżanki kawy zostały nietknięte. Lia opowiadała o latach spędzonych w mieście, o trudnych mieszkaniach, dorywczych pracach, które pozwalały jej opłacać studia, o samotnych wieczorach w tłumie ludzi. Za każdym razem, gdy życie było ciężkie, myślała o dolinie, o ganku, o Jakubie.
— Tutaj nauczyłam się, czym jest dom — powiedziała. — Nie w betonowej dżungli.
Jakub słuchał, zaciskając dłonie jak na linie, która w każdej chwili mogła mu wymknąć się z rąk. Bał się własnych uczuć, bał się opinii innych, bał się popełnić błąd.
Pewnego wieczoru nieproszony przybył Radu Munteanu. Spojrzał długim, przenikliwym wzrokiem na samochód Lii i uśmiechnął się krzywo.
— Masz gościa, Jakubie. Może chcesz sprzedać działkę przy strumieniu? Mam pieniądze na stole.
Jakub poczuł ucisk w żołądku. Lia wstała spokojnie.