— Po co tu przyjechałaś?! Wynoś się, bo zadzwonię po policję! — wrzasn
Działkę kupiła trzy lata przed ślubem.
Wtedy pracowała jeszcze jako inżynierka w firmie budowlanej, znała się na materiałach i nie bała się pracy fizycznej.
Wybierała długo.
Objechała dziesiątki osiedli w promieniu stu kilometrów od miasta, sprawdzała grunt, bliskość wody, sąsiadów, dojazd.
Kiedy znalazła to jedno miejsce — niewielkie wzniesienie z sosnami i widokiem na jezioro, w spokojnej miejscowości, gdzie mieszkali życzliwi działkowicze — od razu zrozumiała: to jest to.
Przepisała działkę na siebie, wzięła kredyt i zaczęła budowę.
Najpierw wylali fundament, potem postawili konstrukcję.
Ekipę wynajmowała tylko do najcięższych prac, takich jak wykop i wylewanie betonu, resztę robiła sama albo z przyjaciółmi w weekendy.
Do czasu ślubu dom stał już pod dachem, były gotowe podłogi w stanie surowym i wstawione okna.
Kiedy Alicja pokazała Olegowi daczę, był zachwycony.