— Danielu — powiedziałam spokojnie — nie nadaję się na stanowisko gosposi. Jeśli chciałeś tę pracę, powinieneś był dać ogłoszenie w internecie, a nie zapraszać mnie na kolację.
Jego twarz się zmieniła.
— Przesadzasz.
— Nie. Przygotowałeś test. Ja przyszłam na spotkanie.
Cisza.
Słychać było tylko zegar w salonie.
Przez chwilę poczułam tę starą pokusę. Żeby wszystko wyjaśnić. Żeby się roześmiać. Żeby powiedzieć, że żartuję.
Ale nie.
Chwyciłam płaszcz.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
— Wychodzisz?
— Tak. Bo życie rodzinne nie zaczyna się od testu. Zaczyna się od szacunku.
Otworzyłam drzwi.
Powietrze na schodach wydawało się czystsze niż w całym jego mieszkaniu.
Kiedy dotarłam przed budynek, poczułam, że trzęsą mi się ręce. Nie ze strachu. Z ekscytacji.
Po raz pierwszy nie zaadaptowałam się.