Alexandru wylądował na ławie oskarżonych. Jego wizerunek został zniszczony w prasie. Utracone kontrakty. Partnerzy się wycofali. Ludzie, którzy z dnia na dzień przestali go znać.
Pewnego ranka Elena została ponownie wezwana do sądu.
Tym razem bez rękawiczek.
Miała na sobie prostą sukienkę i trzymała za rękę dwójkę dzieci, które szły prosto, z uniesionymi głowami.
Sędzia ogłosił uniewinnienie.
Kiedy wyszła z sali sądowej, Elena wzięła głęboki oddech. Po raz pierwszy od lat.
Alexandru ją dogonił.
— Przepraszam — powiedział. — Wiem, że to nie wystarczy.
Elena spojrzała na niego spokojnie.
— Nie, to nie wystarczy. Ale twoje dzieci zasługują na coś więcej niż moja nienawiść.
Odszedł, trzymając Lucę i Mateia za ręce.
Nie z pieniędzmi.
Ale z prawdą.
I z godnością, której nikt nie mógł mu odebrać.