Odmówiono jej miejsca w pierwszej klasie — dopóki pilot SEAL nie posad
Usiadła przy oknie, przycisnęła czoło do szyby i zamknęła oczy. Nic nie powiedziała. Nigdy tego nie robiła.
Kilka godzin później — kryzys na wysokości 30 000 stóp
Lot przebiegał spokojnie aż do trzeciej godziny. Potem przez kabinę przesączył się gryzący zapach dymu.
Pasażerowie kasłali, niespokojnie szemrząc. Chwilę później z kokpitu rozległy się alarmy.
Samolot gwałtownie przechylił się na bok. Maski tlenowe opadły. W kabinie rozległy się krzyki.
Stewardessy próbowały uspokoić ludzi, ale ich ręce same drżały.
W kokpicie kapitan Daniel Cross — były komandos Navy SEAL, obecnie pilot liniowy — wpatrywał się w zawodzące przyrządy.
Alarm pożarowy wył. Silnik numer dwa gasł, moc spadała szybko. Pod nimi rozciągała się bezkresna ciemność Atlantyku.
Cross nacisnął interkom, jego głos był spokojny, lecz stanowczy.
— Panie i panowie, mówi kapitan. Doświadczamy awarii technicznej. Proszę pozostać na miejscach. Maski tlenowe na twarz.
Ale w jego głowie sytuacja wyglądała gorzej. Zostały im minuty, może mniej, zanim stracą kontrolę.
Decyzja