Oddałaś mieszkanie bratu? To idź mieszkać do niego, nawet na próg cię

Imię jej brata. Powoli podniosła wzrok na matkę.

Anna Pietrowna siedziała naprzeciwko, wyprostowana jak struna, tylko ręce, spoczywające na kolanach, drżały drobno, nerwowo.

— Co to jest? — głos Rimmy brzmiał obco, zduszony.

— Sama widzisz — odpowiedziała cicho matka. — Przepisałam mieszkanie na Romę…

Powietrze w małej kuchni, pachnącej korwalolem i mamusinymi pierożkami, nagle stało się gęste i lepkie.

Rimma wzięła spazmatyczny oddech.

Trzydzieści dwa lata.

Trzydzieści dwa lata była nie tylko córką, ale opiekunką, kurierem, prywatnym kierowcą, psychologiem i jedynym oparciem.

Ona, a nie Romka, który dziesięć lat temu odfrunął do stolicy budować swoją błyskotliwą karierę i przypominał sobie o matce dwa razy do roku: w urodziny i na Nowy Rok.

To ona pędziła do mamy w środku nocy, kiedy tej pogarszało się serce.