— Simioane… Przykro mi, że przez to przechodzisz. Skończmy to jak książkę.
Skinąłem głową. Zabrakło mi słów.
Oboje wsiedliśmy do radiowozu i ruszyliśmy w stronę domu Cristiny. Po drodze ani słowa. Tylko światła reflektorów przecinające ciemność i moje myśli, które krążyły w kółko: „Mogłam to powstrzymać wcześniej… Mogłam ją ochronić…”.
Kiedy zatrzymałam się przed ich domem, uderzył mnie obraz, który kiedyś przynosił mi spokój: donice, które postawiła Cristina, mała latarnia przy wejściu, białe zasłony. Teraz wszystko to wydawało się niemymi świadkami jej cierpienia.
Tytus był w domu.
W sypialni paliło się światło.
Mihai spojrzał na mnie przelotnie.