„Nie płacisz urlopu macierzyńskiego mojej matce. Składam pozew o rozwód!”

Położył rękę na klamce i otworzył drzwi. Zimne wieczorne powietrze wdarło się do domu, przynosząc rodzaj surowej ciszy, niczym przebudzenie.

— Marina, nie dramatyzujmy… — Głos Sergiu był już łagodniejszy. — Po prostu trochę cię naciskałem. Wszyscy mężczyźni tak robią.

— Cóż, nie chcę mężczyzny, który „to robi” — powiedziała po prostu.

Ilinca zrobiła krok naprzód, podchodząc do ojca.

— Tato… może ty też powinieneś trochę pomyśleć. Nie tylko mama zawsze ulega.

Sergiu spojrzał na nią zaskoczony, jakby nie zauważył, jak bardzo dziewczyna do tej pory urosła. Potem jego wzrok powędrował na walizkę. Marina dostrzegła w jego oczach coś, czego nie widziała od lat: niepewność.

— Naprawdę mnie wyrzucasz? — zapytał, ale tym razem bez gniewu. Prawie jak skarcone dziecko.

— Nie wyrzucam cię, Sergiu. Sam wybrałeś. Po prostu akceptuję.

Te słowa spadły na nich jak wielki kamień, blokując drogę powrotną.