— Nie jestem darmową kucharką dla twojej matki! Niech sobie sam ugotuj
— Gościć rodzinę to rzecz święta.
Co za niewdzięczność…
— Proszę milczeć! — warknęłam w jej stronę, nie odrywając wzroku od męża.
— Nie jestem darmową kucharką dla twojej matki!
Niech sobie sam ugotuje!
Aleksej poczerwieniał.
Nie ze wstydu, tylko ze złości.
Jego autorytet w oczach matki i siostry walił się, a to było nie do zniesienia.
— Nadia, natychmiast przeproś mamę! — syknął.
— Co to za ton!
To nasi goście!
— Goście? — parsknęłam śmiechem, gorzkim i kłującym.
— Goście mieszkają trzy miesiące?
Goście przestawiają meble?
Goście krytykują każdy mój krok?
To nie są goście, Aleksej.
To są okupanci.
A ty jesteś ich dowódcą.
Irina za mną drgnęła, robiąc obrażoną minę.
Lidia Pietrowna uniosła ręce do nieba.
— Słyszysz, synku?
Słyszysz, jak mówią do twojej matki?