Ten skandal zaczął się od cichego skwierczenia oleju na patelni.
Ja, Nadieżda, stałam przy kuchence, automatycznie przewracając kotlety.

Za mną, przy kuchennym stole, siedziała Lidia Pietrowna, moja teściowa.
Od trzech miesięcy.
Powoli popijała herbatę, głośno siorbiąc, i obserwowała mnie surowym wzrokiem kontrolera.
— Nadziuszka, a czemu nie usmażysz frytek? Aleksej lubi z frytkami — odezwał się jej głos, słodki i lepki.
— Ziemniaki pieką się w piekarniku, Lidio Pietrowno.
Z rozmarynem.