— Nie jestem darmową kucharką dla twojej matki! Niech sobie sam ugotuj

To zdrowsze — odpowiedziałam, starając się, by w moim głosie nie zadrżała ani jedna nuta irytacji.

— Och, cóż to za jedzenie…

Bez złocistej skórki.

Mężczyźnie trzeba czegoś porządnego.

Wybacz, wiesz, ja jako matka się martwię.

Zacisnęłam zęby.

Piekarnik był włączony od godziny na prośbę mojego męża Alekseja, który w tym czasie wygodnie rozsiadł się w salonie przed telewizorem.

Pomysł „zdrowego jedzenia” był jego, dwa tygodnie wcześniej, a teraz oczywiście o nim zapomniał.

W progu pojawiła się Irina, jego siostra.

W moim szlafroku.

W moim nowym jedwabnym szlafroku, który przyjaciółka przywiozła mi z Włoch.

— Nad’, gdzie jest twój nowy tusz?